W delcie Wisły

W delcie Wisły
Loading the player ...
Full title: W delcie Wisły. Monotematyczna kolorowa kronika o Żuławach Wiślanych
Release Date: 1987-10-21
Subject Categories: historia, natura, gospodarka
overview
About the film

Monotematyczna kronika o Żuławach Wiślanych. Pejzaże Żuław, innowacyjne rozwiązania inżynierskie i gospodarka wodna, gospodarstwa i pola uprawne. Powódź w 1983 roku, opuszczone gospodarstwa i pola, wiekowe i zniszczone sprzęty rolnicze. Próby rozwijania nowoczesnego rolnictwa. Młody rolnik Jan Kuriata i jego próby modernizacji gospodarstwa. Niedofinansowanie, brak maszyn i zniszczenia, marnowanie ogromnego potencjału gospodarczego Żuław.

Realisation: Bogdan Saganowski
Written by: Artur Howzan
Director of Photography: Stanisław Plewa
Sound Effects: Tatiana Kamińska
Subject Number: 1
Object: rzeka Wisła
Time: 1987
Place: Delta Wisły, Żuławy Wiślane
Rights: WFDiF
Sound: mono
Frame Size: 4:3
Colour system: barwny
Sequence description
00:00:00:05Czołówka: „POLSKA KRONIKA FILMOWA 43 1987 10 20”.
00:00:17:20Napis: „W DELCIE WISŁY”.
00:00:21:14Pejzaż, drzewa nad strumieniem.
00:00:27:22Tama.
00:00:32:00Wiatrak.
00:00:35:12Pole buraków. Zboże i kłosy.
00:00:47:09Zdjęcia archiwalne: zalane gospodarstwa, budynki i zatopiony sprzęt rolniczy. Mężczyźni na łodzi ustawiają w wodzie rusztowanie. Mężczyzna na łódce ogrzewający dłonie nad ogniom. Robotnicy w czasie pracy.
00:01:32:21Rozwidlenie Nogatu i Wisły.
00:01:39:09Prom na wodzie.
00:01:45:06Lina ciągnąca prom
00:01:49:05Most zwodzony, Mężczyzna zamyka wjazd. Most się podnosi, przepływająca barka. Opuszczane przęsło.
00:02:16:02Ludzie i samochody czekają na otwarcie przejazdu przez most.
00:02:20:05Pociąg przejeżdżający nad rzeką. Szyna z datą 1888. Dokręcanie śrub do szyn. Odsunięcie blokady. Pracownicy obracają most. Fragment urządzenia obracającego. Obracanie mostu. Przepływająca barka.
00:02:56:20Statek na kanale Elbląsko-Ostródzkim. Dziób statku. Widoki ze statku.
00:03:28:07Polska flaga zatknięta na statku.
00:03:33:04Opuszczanie statku na wodę. Statek na śluzie, pochylnia.
00:03:45:16Idący z liną pracownik, cumowanie statku. Wysiadający pasażerowie, odpływający statek.
00:03:59:21Osiedle mieszkaniowe. Kłosy pszenicy. Krowy na pastwisku.
00:04:32:00Gospodarstwo rolne, dojenie krów elektryczną dojarką.
00:04:39:21Przepływ mleka przez urządzenia.
00:04:45:05Kot pijący mleko z miski. Dojenie krów na pastwisku. Kobieta przelewająca mleko do bańki. wiadra do drugiego. Mężczyzna wkłada bańki z mlekiem do wody.
00:05:02:00Bocian w gnieździe na dachu chałupy. Tablica „Stegienka”. Gniazdo bocianie na rozpadającej się chałupie. Zachwaszczone pola, zaniedbane gospodarstwo.
00:05:54:11Nowe budynki gospodarcze. Kłosy pszenicy.
00:06:08:16Jan Kuriata. Rolnik pokazuje ziarno. Jan Kuriata przy sypiącym się ziarnie z przyczepy.
00:06:34:03Żona i dziecko Jana Kuriaty zgarniają ziarno.
00:06:47:18Gospodarstwo Jana Kuriaty nocą.
00:06:52:04Żuławy podczas powodzi w 1983 roku. Utopione świnie, amfibia z żołnierzami, zalane gospodarstwa. Wyławianie potopionych zwierząt.
00:07:26:07Traktory pracujące na polu.
00:07:52:04Pompownia na Żuławach. Pracownik dogląda pracujących urządzeń w pompowni.
00:08:03:01Wypływająca woda, panorama na kanał. Pompy wewnątrz przepompowni.
00:08:08:18Budynki nowej przepompowni.
00:08:15:19Pracujące kombajny w czasie żniw. Maszyna rolująca słomę. Kombajn „Super Bizon”.
00:08:39:15Kombajny jadące polną drogą. Noc, rolnicy naprawiający kombajn.
00:09:19:05Budowa drogi. Ciężarówka jedzie nową drogą.
00:09:27:01Spychacz usuwa wyrwane pnie drzew.
00:09:38:19Robotnicy obwiązujący drzewo liną. Spychacz wyrywa drzewo. Robotnicy przy ognisku.
00:09:57:09Plansza końcowa: „Produkcja: WYTWÓRNIA FILMÓW DOKUMENTALNYCH”.
hide tab
reader text

Dziwnie tu płaska i równo, aż po horyzont. Woda jest wszędzie, na poziomie morza lub poniżej ‒ o metr, półtora, prawie dwa. To z nią przed siedmiu wiekami zmagali się poddani książąt gdańsko-pomorskich, przed dwustu laty ‒ mennonici, przed stu ‒ osadnicy pruskiego zaborcy. Po drugiej światowej z „małej Holandii” pozostało duże mokradło. Uciekająca hitlerowska armia, chcąc utrudnić pochód zwycięzcom, wysadziła ochronne wały, zatopiła stacje pomp, spaliła śluzy, mosty, zerwała elektryczne linie. 1600 gospodarstw znalazło się pod wodą, resztę zdewastowano. Trudno było wówczas wyobrazić sobie Żuławy osuszone i zagospodarowane. A jednak metr po metrze poldery odwadniano, przywracając życie na polach i w zagrodach. Nowym mieszkańcom przybyłym z różnych zakątków Polski nie brakowało sił i entuzjazmu, choć proces stabilizacji i integracji wcale nie był łatwy. Delta Wisły. 175 tysięcy hektarów pociętych rzekami i kanałami, a połączonych wspólną myślą inżynierską sprzed wielu lat. W tym niezwykłym skansenie hydrotechniki nie razi ani prymitywny prom, ani zwodzony dziewiętnastowieczny most na Szkarpawie, wpisany na zawsze w żuławski pejzaż. Zabytkowe mechanizmy nie poddały się niszczącej sile czasu. Pozostały niezawodne i rzetelnie służą ludziom. Takich wspomnień z przeszłości jest tu wiele. Stuletni obrotowy most kolejowy ciągle zadziwia prostotą konstrukcji. Wielotonowe przęsło, poruszane siłą mięśni, przesuwa się gładko jak za dawnych lat i wcale nie wymaga super techniki, sterowniczych pulpitów i komputerów. Po prostu działa. Jeszcze ciekawsze są pochylnie Kanału Elbląsko-Ostródzkiego ‒ unikalne w Europie urządzenia techniczne z fantazją zaprojektowane i starannie wykonane przed stu kilkudziesięciu laty. Na niespełna dziesięciokilometrowym odcinku między Buczyńcem a miejscowością Całony Nowe teren opada o prawie sto metrów. Trzeba więc było wymyślić sposób na przeniesienie promu lądem i wymyślono. Podobno trudno było znaleźć sponsora tego ryzykownego przedsięwzięcia, ale argument, że nikt na świecie takiej budowli nie ma, przekonał. Znalazły się pieniądze i pochylnie ze statycznie sunącymi promami do dziś są atrakcją jakich mało. Nie dziwota, że przyciągają turystów krajowych i zagranicznych. Sielskie Żuławy i obrazki jak z reklamowego folderu. Tak powinien wyglądać ten potencjalny spichlerz na ziemi tłustej i żyznej. Ale nowoczesność jest tu rzadkością, a rekordowe plony pszenicy ‒ wyjątkiem. Mlekiem i miodem Żuławy ciągle nie płyną. Tylko wzorcowe stada osiągają niezwykle wysoką wydajność, potwierdzając tezę, że mądre, wsparte nauką gospodarowanie mogłoby przynieść tu świetne rezultaty. Ale polityce wobec tego regionu zawsze brakowało konsekwencji i spójności. Hektary wędrowały z sektora prywatnego do państwowego i odwrotnie. Poparcie dla dużych gospodarstw trwało krótko, dopieszczano małe, po czym znowu wracano do idei: większe, a więc lepsze. Państwowe gospodarstwa poddawano nieustannym reorganizacjom. Ostatnie lata przyniosły nadzieję na stabilizację. Depresja prawdziwa. Rozpadające się gospodarstwa, często po prostu porzucone. Zachwaszczone pola, niski poziom upraw, nieprzestrzeganie zasad agrotechniki, degradacja gleb, tysiące problemów, z którymi nie mogą sobie poradzić miejscowi rolnicy. A Żuławy to obszar przekształcony przez człowieka, wymagający ciągłych z jego strony zabiegów. Także dbałości o to, co pozostawiła historia. Zabytki miejscowej architektury zarejestrowano w 219 miejscowościach. Czy ich los musi być przesądzony? A przecież można inaczej i gospodarować, i żyć, przywracać dawny blask stuletnim domostwom i mądrze radzić sobie z ziemią, która potrafi się odwdzięczyć bogactwem kłosów. 29-letni Jan Kuriata przed trzema laty powrócił z miasta na 20-hektarowa ojcowiznę w Kępinach Małych. Zrobił, co do niego należało. Postawił gospodarstwo na nogi i wydawało się, że wszystko co dobre jest przed nim. Ale oto młody rolnik ma już dosyć nieustannej walki o nawozy i ciągłych starań o lepszy sprzęt. Bo ten, który musi wypożyczać, nie jest w stanie zebrać wysokich plonów i trzecia część ziarna pozostaje w glebie. Jan Kuriata chce zrezygnować i opuścić Kępiny. O pomoc Żuławy wołają od dawna. 960 kilometrów wałów przeciwpowodziowych nie uchroniło wsi i pól przed wielką wodą w 83 roku. Puściły słabe umocnienia. Rodziny przeżyły prawdziwy dramat, utraciły dorobek wielu lat ciężkiej pracy. Jeszcze raz okazało się, że oszczędzać na inwestycjach hydrotechnicznych po prostu nie można. Mądry Polak po powodzi. W ślad za uchwałami w sprawie kompleksowego zagospodarowania żuławskiej ziemi, którą trzeba pieczołowicie chronić, poszły finansowe decyzje. Elbląskie dostało 12 miliardów na przeciwpowodziowe i melioracyjne inwestycje. Dużo to czy mało? No cóż, potrzeby są ogromne. Choćby takie pompownie ‒ co druga to zabytek. Ta, największa za Żuławach, liczy sobie 57 lat. Owszem, działa, ale wymaga rzetelnej konserwacji i towarzystwa wielu jeszcze podobnych, nowocześniejszych stacji. Tymczasem budowa nowych kuleje, a i te, które już pracują, obsługiwane są byle jak. Miejscowi mówią, że to „ludzki” problem. Żyje się tu niełatwo. W co trzeciej wsi nie ma żadnego sklepu, dzieci chodzą do szkół po parę kilometrów, brakuje przychodni i punktów usługowych. A praca wymaga większego trudu niż w jakimkolwiek innym rejonie kraju. Maszyn jest mało, statystycznie mniej niż na południu Polski. Nie są one zresztą dostosowane do specyficznych żuławskich warunków. Zaledwie co dziesiąty ciągnik ma napęd na dwie osie. Kombajny nie sprawdzają się na miękkich, grząskich glebach. Trudno im zresztą dotrzeć na pola, bo drogi są w połowie są gruntowe. Awaria goni więc awarię, a części zamienne docierają tu jeszcze rzadziej niż lekarstwa do aptek. Ostatnie żniwa były jednym wielkim zmaganiem z rozpadającym się żelastwem. Takie są Żuławy od środka. Bogate i biedne, zapomniane i przypominane. Czasem trochę złośliwe, jak wówczas, gdy pojawił się pomysł posłania nierobów i niebieskich ptaków właśnie tam, do roboty. Ani ten region, ani jego mieszkańcy na takie szyderstwo nie zasługują. Oczekują raczej pomocy, odbudowy tożsamości Żuław, nadania im właściwego miejsca na wcale przecież niebogatej rolniczej mapie Polski.

hide tab