Był sobie statek...

Był sobie statek...

Przed drugą wojną światową Polska posiadała stałe połączenia z portami Ameryki Południowej. Aby unowocześnić wysłużoną już flotę (s/s Pułaski i s/s Kościuszko) w marcu 1937 roku podpisano umowy na wykonanie dwóch transatlantyków. Bliźniacze jednostki miały zostać wybudowane w dwóch rożnych stoczniach (Swan Hunter and Wigham Richardson Ltd. w Newcastle i Nakskov Skipsvnerft w Danii), ponieważ żadne z branych pod uwagę przedsiębiorstw nie było  w stanie zagwarantować wykonania obu motorowców równocześnie. Wedle dostarczonej specyfikacji jednostki te miały być dwuśrubowymi statkami, mającymi przewozić około 1000 pasażerów z prędkością 16 węzłów. Pierwszy z nich miał zostać dostarczony stronie polskiej w październiku 1938 roku (termin ten został przesunięty niemal o rok w wyniku problemów ze sprowadzeniem silników głównych), kolejny natomiast w maju 1939 roku.

 

Bardzo ważną sprawą okazała się wkrótce kwestia wyboru odpowiednich imion dla rosnących na pochylni kadłubów. Musiały one dumnie reprezentować kraj na morzach i oceanach, a także być zrozumiałe i łatwe do wymówienia dla obcokrajowców. Sprawa ta wywoływała tak silne emocje, że prasa wyprzedziła nawet armatora, nadając pierwszemu ze statków imię Władysław Jagiełło (ostatecznie jednak otrzymał imię Sobieski). Na burcie drugiego z transatlantyków pojawił się natomiast napis Chrobry, o którym pisał dziennik „Czas”: „Jest to nazwa symbol, droga każdemu sercu polskiemu. Dla odrodzonego państwa tym droższa, że nieustannie przypomina ideał mocarstwowej Polski realizowany przez państwowości tej wyraziciela – pierwszego króla polskiego, walczącego o Polskę od morza do morza – Bolesława Chrobrego”[1].     

 

25 lutego 1939 roku o godzinie 10:30 w stoczni w Nakskov nastąpiło uroczyste wodowanie m/s Chrobry. Ceremonia nie była jednak tak huczna jak kilka lat temu, gdy na wodę spływały „Piłsudski" i „Batory". Do stoczni przybył poseł RP w Kopenhadze Jan Starzewski, a z Warszawy dyrektor Departamentu Morskiego Leonard Możdżeński, prezes Zarządu Głównego Ligii Morskiej i Kolonialnej generał Stanisław Kwaśniewski oraz prezes Rady Nadzorczej Gdynia America Line Wacław Szuyski. Matką chrzestną statku została Janina Starzewska, żona posła, która po krótkim przemówieniu rozbiła butelkę szampana o stalowy kadłub. Chwili tej towarzyszył Mazurek Dąbrowskiego odśpiewany przez przybyłych delegatów oraz miejscową Polonię ubraną w ludowe stroje. Wkrótce wszyscy goście zostali zaproszeni na bankiet zorganizowany w jednym ze stoczniowych budynków, podczas którego wygłoszono serię przemówień podkreślających zbliżenie gospodarcze Polski i Danii oraz wyraźne zacieśnienie między nimi stosunków dyplomatycznych.

 

Nowy transatlantyk szybko okrzyknięto wyjątkowo pięknym statkiem. Jego bardzo harmonijną sylwetkę rozpoczynał mocno pochylony dziób z niezwykle efektowną ozdobą w postaci piastowskiego orła. Dalej do krążowniczej rufy biegły pomalowane na szaro burty, ozdobione czerwonym pasem, nad którymi górowały białe nadbudówki z nadającymi lekkości bryle statku podcieniami. Całość wieńczył elegancki komin o przekroju łzy, który otrzymał typowe żółte GAL-owskie barwy. Liniowiec wyposażono także w najnowsze urządzenia nawigacyjne oraz 12 łodzi ratunkowych. Sercem nowego transatlantyku zostały dwa duńskie silniki Burmeister Wain typ 845-WF-120 po 8 cylindrów każdy.

 

Wkrótce po opuszczeniu na wodę kadłuba „Chrobrego" rozpoczęto prace nad wykańczaniem jego wnętrz. Nadzór nad ich wystrojem powierzono Stanisławowi i Barbarze Brukalskim, którzy pracowali już wcześniej nad podobnym projektem, kiedy zasiadali w podkomisji artystycznej przy budowie „Piłsudskiego" i „Batorego". Na potrzeby nowego, luksusowego liniowca oceanicznego stworzyli serię bardzo dobrze skomponowanych wnętrz, o wyjątkowo przytulnym i nienarzucającym się charakterze.

Loading the player ...
Tytuł pełny: Nowy polski motorowiec "Chrobry" w stoczni gdyńskiej
Sygnatura: MF.75
Data wydania: 1939-08
Data realizacji zdjęć: 1939-07-27
Czas trwania: 00:01:14
Kategorie tematyczne: gospodarka, wydarzenia polskie, turystyka
Na sześciu pokładach znalazło się ogółem 10 pomieszczeń ogólnych oraz kabiny dla 1170 pasażerów w trzech klasach: pierwszej, trzeciej zwykłej (zwanej też drugą lub turystyczną) i trzeciej emigranckiej. Pomieszczenia pierwszej klasy obejmowały hall, w którym znajdował się kiosk i biuro intendenta, salę jadalną, salon z miejscem na dancing, bar amerykański, salon pań oraz czytelnię. Na półotwartym pokładzie rufowym umieszczono także basen wraz z aparaturą do wyświetlania filmów. W pierwszej klasie przewidziano dwa apartamenty luksusowe składające się z sypialni na dwa dolne łóżka oraz łazienki, a także cztery kabiny specjalne z dolnym łóżkiem i drugą koją w postaci rozkładanej kanapy – wszystkie z dostępem do własnej łazienki. Pozostałe 16 kajut posiadało również po dwa łóżka, ale miejsce obszernej łazienki zajmowała toaleta z prysznicem. Pomieszczenia ogólne trzeciej klasy były dzielone z klasą emigrancką i obejmowały hall wejściowy z biurem informacyjnym i kioskiem, dwie jadalnie, z których każda była w stanie pomieścić ponad 200 pasażerów, palarnię, bar amerykański i zewnętrzny basen. Kabiny trzeciej klasy posiadały dwa albo cztery miejsca, natomiast pomieszczenia emigranckie podzielone były przedziałami na sale po 10 i 38 łóżek. Takie rozwiązanie było wyjątkowo przydatne w czasie podróży powrotnych. Linia południowoamerykańska była linią typowo jednokierunkową. Kiedy więc na statku wracającym do kraju znajdowała się znikoma ilość pasażerów, wspólne sypialnie można było szybko przekształcić w ładownie na bardzo pożądane w Polsce towary, np. kawę. Warto też zaznaczyć, że przy wyposażaniu obu nowych jednostek udział przemysłu polskiego był znacznie wyższy niż podczas pierwszych doświadczeń przy budowie statków dla GAL-u w latach 1934–1936. Do stoczni dostarczono krzesła, forniry, gumowe pokrycia podłóg, stalowe liny, a nawet urządzenia kuchenne, całość o łącznej wartości ponad pół miliona złotych.

 

W lipcu 1939 r. odbyły się ostatnie próby, które wykazały niezwykle udaną konstrukcję statku. Niewiele później „Chrobry" został przekazany GAL-owi. Z tej okazji 21 lipca odbył się krótki rejs. Wzięli w nim udział duński następca tronu książę Axel oraz duński minister handlu Ujaerboell, który wygłosił przemówienie podkreślające znaczenie Polski jako nowego mocarstwa bałtyckiego. Ciekawym urozmaiceniem tego rejsu było spotkanie z powracającym z wycieczki do Londynu „Batorym". W chwili gdy oba motorowce się mijały, orkiestra „Batorego" odegrała hymn państwowy, a kapitanowie wymienili depesze powitalne. Dwa dni później „Chrobry" pierwszy raz zawinął do macierzystej Gdyni.

 

Nowy statek powitały tłumy ludzi zgromadzonych przy dworcu morskim, a także stojące w porcie transatlantyki Piłsudski i Batory. 27 lipca odbyła się oficjalna uroczystość poświecenia bandery, na którą przybyli m.in. minister przemysłu i handlu Antoni Roman, prezes Ligii Morskiej i Kolonialnej generał Stanisław Kwaśniewski, wiceminister Mieczysław Sokołowski, dyrektor Departamentu Morskiego Leonard Możdżeński, przedstawiciele władz naczelnych GAL-u z prezesem Wacławem Szuyskim i Aleksandrem Leszczyńskim na czele oraz przedstawiciele miejscowych władz gospodarczych. O godzinie 9:45 powitano delegatów państwowych, po czym została odprawiona msza, a następnie poświęcono banderę i wciągnięto ją na maszt przy dźwiękach hymnu państwowego. Około 11:30 zaproszeni goście mogli swobodnie zwiedzić statek. W południe rada nadzorcza i zarząd GAL-u podjęli lampką wina wszystkich zgromadzonych na pokładzie.

 

Dwa dni później „Chrobry" miał wyjść w morze. Ponieważ sytuacja polityczna w Europie była już bardzo napięta kapitan Edward Pacewicz, któremu powierzono statek, otrzymał do rąk własnych zamkniętą kopertę z instrukcjami na wypadek wybuchu wojny.

Wkrótce na pokładzie znalazło się 1042 pasażerów oraz 2500 ton towarów i poczty. Z tłumu podróżnych mocno odznaczało się 543 umundurowanych oficerów, podoficerów i szeregowych byłej armii czechosłowackiej; nie mogli pogodzić się z panowaniem Niemiec w ich kraju i udawali się do Francji, gdzie mieli wstąpić do Legii Cudzoziemskiej. Z powodu dużej ilości wojska na pokładzie zarząd GAL-u zmodyfikował trasę Chrobrego, tak by statek ominął Kanał Kiloński. Tym samym trasa dziewiczego rejsu przebiegała przez płytkie cieśniny duńskie do Boulogne-sur-Mer, a dalej do Dakaru, Rio de Janeiro, Santos, Montevideo i Buenos Aires. Wśród załogi znalazła się również grupa uczniów z Państwowej Szkoły Morskiej, która miała odbyć praktyczne ćwiczenia w zakresie eksploatacji statku w porcie i na morzu. Warto również wspomnieć, że na transatlantyk wsiadło niewielkie grono VIP-ów. Kabinę numer 17 zajmowało dwóch znanych pisarzy: Witold Gombrowicz oraz Czesław Straszewicz. W salonach pierwszej klasy można było spotkać pisarza podróżnika Bogdana Pawłowicza oraz senatora Jana Rembielińskiego.

 

Punktualnie o 16:00 przy dźwiękach hymnu państwowego „Chrobry" wyszedł w pierwszy rejs, żegnany przez specjalnie na tę okazję przybyłego wojewodę pomorskiego i prezesa Światowego Związku Polaków Władysława Raczkiewicza. Podróż przebiegała bez zakłóceń, może z wyjątkiem wykrycia w ładowni „ślepego pasażera”, czyli pasażera bez biletu. W zatoce biskajskiej nastąpiło miłe spotkanie z bliźniaczym „Sobieskim" wracającym do kraju. Oba statki wymieniły między sobą saluty w postaci kodu sygnałowego o treści: „Cześć Bolesławie” – „Cześć Janie”. Bez większego trudu nowy motorowiec nadrobił opóźnienie spowodowane zmianą trasy i terminowo 9 sierpnia wpłynął do Dakaru, gdzie był serdecznie witany przez gubernatora Aubera w otoczeniu miejscowych dygnitarzy.

 

Niedługo potem miało miejsce najciekawsze wydarzenie każdej morskiej podróży przecinającej półkule północną i południową – chrzest równikowy. Tak wspomina go będący wówczas na pokładzie uczeń Szkoły Morskiej Zbigniew Małecki: „Chrzest równikowy jest częścią tradycji żeglarskiej i ponieważ statek był pasażerski, zrobiono z tego zabawę. Był »Posejdon« siedzący na tronie, a jego pomocnicy przeprowadzali operację  »golenia« naszych głów (mydliny i drewniane brzytwy). Przy okazji ściągnęliśmy »Posejdona« z tronu i wykąpaliśmy w basenie na pokładzie I klasy”[2]. Porty południowoamerykańskie przywitały nowy polski statek bez większego entuzjazmu, pomimo prowadzonych wcześniej przez GAL działań reklamowych. 20 sierpnia statek zawinął do Buenos Aires. Ostatniego dnia postoju zezwolono na zwiedzenie statku, załoga oprowadzała po liniowcu licznie przybyłą Polonię argentyńską, częstując gości kieliszkiem polskiej wódki i zakąskami. Uwieńczeniem tak miłego przyjęcia było wręczenie pamiątkowego dyplomu kapitanowi Pacewiczowi przez przedstawicieli organizacji polskich. Statek został dobrze przyjęty, także przez miejscową prasę, co dawało dobre rokowania do dalszego rozwoju linii.

 

W Buenos Aires zakończył się pierwszy etap podroży „Chrobrego" i po dłuższym postoju motorowiec rozpoczął rejs powrotny. Po wyjściu z przedostatniego portu południowoamerykańskiego, brazylijskiej Vitórii, na statek dotarła wiadomość o agresji III Rzeszy na Polskę. Chwilę tę doskonale przedstawił Bogdan Justynowicz w swojej książce „Chrobry zmienia kurs”: „Po kolei do kilkudziesięciu zajętych na rejs powrotny do kraju kabin pukają stewardesy. Pora nie jest niezwykła, zważywszy zwyczajny na statku pasażerskim rozrywkowo-towarzyski tryb życia. Tryb ten jednakże w ostatnich dniach został na »Chrobrym« poważnie zakłócony. Ludzie w niewielkich grupkach albo samotnie siedzą przeważnie »u siebie« w kabinach, wyławiając ze szpalt ostatnich gazet wszystko, co dotyczy kraju. […] Z wnętrza kabin padają niespokojne pytania: – Co się stało? Stewardesy z trudem panując nad głosem, odpowiadają: – Kapitan prosi wszystkich do salonu II klasy. W kilka minut salon zapełnia załoga i kilkudziesięciu pasażerów wracających do kraju. […] Od stołu podnosi się Kapitan Pacewicz. Jest bledszy niż zwykle, ale spokojny, mówi: – Wczoraj o czwartej nad ranem Niemcy zaatakowali Polskę. Od dwudziestu godzin Polska znajduje się w stanie wojny z Niemcami”[3]. Zgodnie z instrukcjami, jakie kapitan otrzymał jeszcze w Gdyni, statek obrał kurs na pierwszy neutralny port – Recife, gdzie po wypuszczeniu na ląd pasażerów i wyładowania towarów, stanął przy falochronie portu.

 

Wkrótce, tak jak pozostałe liniowce GAL-u, „Chrobry" przeszedł pod zarząd brytyjskiej admiralicji. Jego historia jako transportowca wojsk nie będzie jednak długa i szczęśliwa. Najnowszy ówczesny polski transatlantyk został zatopiony przez lotnictwo niemieckie podczas kampanii norweskiej 15 maja 1940 roku, niedaleko fiordu Vestfrord, na pozycji 67º40'N i 13º50'E. Zabrał ze sobą na dno 12 członków załogi i około 300 żołnierzy. Wrak liniowca, który tylko raz zdążył zawinąć do Gdyni, zyskał miano cmentarza wojennego. Mimo odnalezienia miejsca spoczynku sam statek nie zdjął jednak całunu tajemnicy z historii, jakie wydarzyły się na jego pokładach, zatrzymując zazdrośnie wiele z nich na zawsze 160 metrów pod powierzchnią morza.

 

 

[1]    „Czas”, 10 marca 1939, nr 66, s. 10

[2]    List w posiadaniu autora artykułu.

[3]    Bogdan Justynowicz, Chrobry zmienia kurs, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1970, s.15

komentarzy