Zemsta

Zemsta
Loading the player ...
opis filmu
O filmie

Ekranizacja komedii hrabiego Aleksandra Fredry z 1956 roku. Dwaj skłóceni ze sobą sąsiedzi, Cześnik Raptusiewicz i Rejent Milczek toczą ze sobą bój o mur graniczny. Nie są świadomi, że ich podopieczni, syn Rejenta Wacław i synowica Cześnika, Klara, są w sobie zakochani. Młodzi szukają sposobu by wyjawić światu swoje uczucie, a w tym samym czasie ich opiekunowie obmyślają intrygi, mające na celu zaszkodzenie drugiej stronie muru...

Pierwowzór literacki: Aleksander Fredro, „Zemsta”
Czas akcji: XIX wiek
Miejsce akcji: Majątek Cześnika Macieja Raptusiewicza
Kierownik produkcji: Stanisław Zylewicz, Zygmunt Król
Prawa: Studio Filmowe "Kadr"
Dźwięk: mono
Język: pl
Obsada
Jan Kurnakowicz (Cześnik (Maciej) Raptusiewicz), Beata Tyszkiewicz (Klara Raptusiewiczówna, bratanica Cześnika), Jacek Woszczerowicz (Rejent Milczek), Ryszard Barycz (Wacław Milczek, syn Rejenta), Danuta Szaflarska (Podstolina Hanna), Tadeusz Kondrat (Papkin Józef), Edward Fertner (Dyndalski , sługa Cześnika), Stefan Bartik (Śmigalski, sługa Cześnika), Aleksander Dzwonkowski (Perełka, kuchmistrz Cześnika), Jolanta Czaplińska (Rózia, służąca Klary), Marian Łącz (murarz), Władysław Woźnik (murarz), Marian Stanisławski (dryblas), Ryszard Filipski (dryblas II), Feliks Krygier (muzyk), Zygmunt Młynarczyk (muzyk), Dawid Cander (muzyk), Katarzyna Chodorowicz (dziewczyna), Włodzimierz Wiszniewski (chłopiec), Michał Szewczyk (hajduk), Jerzy Żydkiewicz (hajduk), Roman Załuski (hajduk), Zygmunt Malawski (ministrant), Andrzej Madej (parobek), Maciej Karaś (parobek), Kazimierz Brodzikowski, Mieczysław Czosnowski, Zdzisław Lubelski, Józef Łodyński, Wacław Mrozowski, Henryk Rzętkowski, Zbigniew Skowroński, Irena Sobierajska, Zdzisław Szymański, Ryszard Kotys
zwiń zakładkę
treść

Wstaje ranek. Mieszkańcy wielkiego zamku wyglądają przez okna i patrzą na siebie nawzajem: Wacław na Klarę z miłością, Cześnik na Rejenta – z nienawiścią. Obaj toczą ze sobą spór o mur graniczny. Gdy któregoś dnia Cześnik widzi murarzy próbujących zasklepić wyrwę w murze, każe Papkinowi ich przegnać. Papkin to jego sługa, lecz przede wszystkim łgarz i samochwała. Chowa się przed murarzami, napuszcza na nich innych służących Cześnika, a gdy tamtym udaje się przepędzić robotników, Papkin sobie przypisuje ten wyczyn.

Sprawy majątkowe Cześnika nie stoją najlepiej. By się ratować, zamierza ożenić się z Podstoliną. Swatem ma być Papkin, który chwali się, że wystarczy jedno jego spojrzenie i każda kobieta zrobi, to co on zechce. Idzie do Podstoliny, lecz jego urok nie wywiera na niej na razie żadnego wrażenia.

Tymczasem zakochani w sobie Klara i Wacław boją się wyjawić światu swoje uczucie. On jest synem Rejenta, ona synowicą Cześnika. Kłótnia ich opiekunów przybiera na sile. Po incydencie z łataniem muru, Cześnik wyzwał Rejenta na pojedynek. Ten w akcie zemsty postanawia wydać Wacława za Podstolinę. Teraz, to Cześnik jest w potrzasku. By nie stracić szans na ratowanie majątku, wydaje w pośpiechu Klarę za Wacława. W ten nieoczekiwany i pokrętny sposób, spełnia się marzenie młodych. Starzy zaś – godzą się.

zwiń zakładkę
komentarz

Antoni Bohdziewicz i Bohdan Korzeniewski, którzy zjednoczyli siły, by sfilmować „Zemstę”, dość dokładnie podzielili się zadaniami. Korzeniewski, który reżyserował już komedię Fredry w Teatrze Narodowym w 1953 roku (spektakl odniósł duży sukces, grano go ponad 200 razy), znał wady wielu poprzednich adaptacji scenicznych tego utworu, mógł zatem czuwać nad tym, żeby film powstawał bez tych naleciałości. Bohdziewicz miał natomiast tchnąć w „Zemstę” – sceniczny przecież utwór – ducha kina, zwiększyć jego dynamikę, wyprowadzić w plener. Ciekawe, że pierwotnie planowali sfilmować spektakl w teatrze i dopiero poprzez odpowiedni montaż wyjść poza ramy teatru. Ostatecznie zdecydowali się jednak na film. – Nasza „Zemsta” – mówił Bohdziewicz – to pierwsza po wojnie próba sfilmowania klasycznego utworu dramatycznego. Próba bynajmniej ani prosta, ani łatwa. Zwłaszcza, że uciekamy od szablonowej adaptacji czy ekranizacji. Robimy po prostu film. Film „bardzo gadany” – to prawda – ale film! Tekst „Zemsty” traktujemy niemal jak scenariusz napisany dla nas przez Fredrę. Dodatkowy kłopot to konieczność zachowania wiersza, którym pisana jest „Zemsta”, w jej filmowej wersji. Ośmiozgłoskowiec Fredry jest jednak tak barwny, tak żywy – iż sądzimy – że ta odrobina stylizacji nie przeszkodzi widzowi w odbiorze realistycznych wartości utworu.

„Sztandar Młodych”, 1955, nr 54

 

– Jest to niewątpliwie eksperyment z naszej strony – dodawał Korzeniewski. – Odważny, ale nie szaleńczy. Podjęliśmy się sfilmowania „Zemsty”, a nie adaptacji sztuki granej w teatrze [...]. Ilość wydarzeń w „Zemście” jest bardzo duża i to wydarzeń następujących w logicznym porządku. Relacjonowana jest tylko miłość Cześnika do Podstoliny. „Głos Pracy”, 1955, nr 87 Skróty były jednak w istocie niewielkie, bowiem obu reżyserom zależało na wierności wobec treści pierwowzoru. Lecz w innych kwestiach, które trzeba było rozstrzygać już na planie, nie byli już tak zgodni. To Korzeniewski miał prowadzić aktorów, lecz nie mógł wybić się poza teatralną konwencję, dlatego to zadanie przejął w końcu Bohdziewicz. „Jak to zwykle bywa w takich duetach – pisała w swojej autobiografii Beata Tyszkiewicz – na planie dochodziło do spięć między obu panami. Na przykład Korzeniewski pokazywał mi, jak mam zbiegać ze schodów, na co Bohdziewicz, zaśmiewając się, czynił złośliwe uwagi: „Błagam cię, Beatko, zrób to, tak jak on”.

Beata Tyszkiewicz, Nie wszystko na sprzedaż, Wydawnictwo Studio Marka Łebkowskiego, Warszawa 2003

 

Dla Tyszkiewicz był to filmowy debiut, miała wówczas niespełna siedemnaście lat i żadnego doświadczenia filmowego. Wypatrzył ją w szkole przy Klonowej asystent Bohdziewicza, Paweł Komorowski, i zaprosił na zdjęcia próbne do roli Klary. Cała obsada aktorska kształtowała się jednak dość długo. Jeszcze na miesiąc przed zdjęciami nie byli znani odtwórcy wszystkich ról. Ostatecznie Bohdziewicz z Korzeniewskim postawili na wielkie nazwiska aktorskie: Kurnakowicza (Cześnik), Woszczerowicza (Rejent Milczek), Fertnera (Dyndalski), Kondrata (Papkin), Szaflarską (Podstolina). Wybór ten, choć na pewno zapewnił filmowi reklamę, nie zbliżał go w stronę kina posługującego się współczesnymi środkami wyrazu. Woszczerowicz czy Fertner byli przede wszystkim aktorami teatru i przedwojennego kina. Dlatego konwencja „Zemsty” Bohdziewicza i Korzeniewskiego zawisła gdzieś pomiędzy tymi dwoma biegunami i nie zbliżyła się do niczego, co było wówczas w kinie nowe – To był pechowy film – powiedziała kiedyś Danuta Szaflarska. „Zemsta” była w istocie pasmem realizacyjnych i ludzkich nieszczęść. Najpierw (1 kwietnia 1955 roku) Tadeusz Kondrat, wracając z kierowcą samochodem z planu, miał wypadek. Przez dziewięć dni lekarze walczyli o jego życie, pół roku trwało leczenie i rehabilitacja na Krymie. Kondrat nigdy nie odzyskał już jednak pełni sił i sprawności fizycznej. Wrócił na plan zdjęciowy „Zemsty”, lecz ekipa musiała dokonywać technicznych cudów, by sfilmować sceny z Papkinem. W dalekich planach zastępował go dubler, lecz do planów bliskich trzeba było dla Kondrata skonstruować specjalne krzesło obrotowe. W scenie, gdy Papkin miał spojrzeć w bok lub do tyłu, krzesło obracano w odpowiednią stronę. Kolejny wypadek zdarzył się pod koniec zdjęć. Podczas kręcenia jednej ze scen Woszczerowicz tak nieszczęśliwie popchnął Fertnera, że ten upadł przez poręcz. Połamane żebra wbiły mu się w płuca. Nie od razu ekipa zdała sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Dopiero po kilku godzinach odwieziono Fertnera do szpitala, gdzie zmarł. W filmie nie ma słynnej sceny dyktowania listu „Mocium panie” Dyndalskiemu. Bohdziewicz z Korzeniewskim nie zdążyli jej nakręcić. Film wszedł na ekrany kin dopiero we wrześniu 1957 roku. Krytyka przyjęła go chłodno, lecz wśród widzów cieszył się dużą popularnością. W sezonie kinowym 1957/58 zajął szóste miejsce pod względem frekwencji.

zwiń zakładkę
głosy prasy

Nie lubię teatru w filmie. Nie lubię dialogów w mowie wiązanej na płótnie ekranu. Nie lubię filmów, które zestarzały się już w czasie realizacji.
Na pewno inaczej ocenilibyśmy dwa, trzy lata temu »udziwnienia« wprowadzone do sztuki Aleksandra hrabiego Fredry przez Antoniego Bohdziewicza i Bohdana Korzeniewskiego. Być może przyklasnęlibyśmy im z uznaniem. Dziś nas raczej drażnią. To jest rezultat zestarzenia się filmu, który zaczęto realizować w roku 1955, a pokazano nam efekt końcowy w ostatnim kwartale 1957 roku.
Wydaje się, że w „Zemście” na ekranie nikt nie wygrał. Ani Fredro nie stał się filmowy, ani Bohdziewicz nie pokazał „lwiego pazura” wielkiej adaptacji scenicznego utworu. Przegrali zaś po trosze obaj: stary hrabia swoją teatralność, swój geniusz sceny, a energiczny nasz reżyser swoją filmowość, którą miał obdarzyć znane każdemu starszemu dziecku w Polsce – perypetie Cześnika i Rejenta, Podstoliny, Klary, Wacława i Papkina. Perypetie organicznie związane w teatrze ze sporem o mur graniczny, dzielący zamek na dwie mieszkalne części.
Oceniając „Zemstę” tylko wg adaptacji filmowej Antoniego Bohdziewicza i Bohdana Korzeniewskiego trzeba by uznać Aleksandra Fredrę za bardzo niefilmowego komediopisarza. Ale pamiętamy „Zemstę” z niejednej próby odczytania tej komedii na deskach sceny – zastanawiamy się, czy reżyser filmu istotnie wykorzystał, to co potencjalnie ekranowego w nim tkwi? [...]
Nadająca się do filmowego zdynamizowania scena bójki o mur graniczny – jest niemrawa i zbyt teatralna, jak na wymagania ekranu. Podobnie rozegrane są intrygi miłosne, konflikty Klara – Wacław – Podstolina. Idem – schwytanie Wacława. Idem – wizyta Papkina u Rejenta. To przykłady z dziedziny realnie istniejących w sztuce faktów.
Ale samo opowiadanie Papkina o jego przygodach w podróży na zamek Cześnika, to kapitalne opowiadanie łgarza, aż prosi się chociażby o filmową retrospekcję, która całkowicie harmonizując ze słowami Cześnika, wyszydzającego bajdy papkinowskie, dałaby, pokazaniem przygód fanfarona, niemały ładunek humorystycznej dynamiki. Stanowiłaby, zgodną z intencją Fredry i zgodną z wymogami filmu – konfrontację, w której reżyser filmu mógłby sobie, co się zowie, poszaleć.

Kazimierz Dębnicki, Mur graniczny filmu i teatru, „Film”, 1957, nr 41


Z „Zemstą” Antoniego Bohdziewicza i Bohdana Korzeniewskiego jest jak z winem. Im starsza – a stuknęło jej już pół wieku – tym lepsza. Nic to, że barwy utrwalone w agfacolorze z biegiem lat lekko przyblakły, a dźwięk czystego niegdyś tonu nieco się zmącił. Te drobne rysy na filmowej technice po wielekroć bowiem rekompensowane są przez grę wielkich aktorów, świetne kreacje Jana Kurnakowicza, Jacka Woszczerowicza i Tadeusza Kondrata. Dawny urok podkreśla klimatyczna muzyka Stefana Kisielewskiego, umowna, a zarazem konkretna scenografia Romana Manna oraz malarskie zdjęcia Stanisława Wohla. To właśnie dzięki tym twórcom pierwsza ekranizacja Fredrowskiej „Zemsty” wciąż zachowuje wdzięk zwiewnej akwareli. Nic, tylko patrzeć i się upajać. Słowem i obrazem oczywiści.

Lech Kurpiewski, Zemsta, kolekcja Skarby polskiego kina, 2006, nr 3


Byłem z góry uprzedzony. Ale po rozpoczęciu filmu przez chwilę doznałem radosnej niespodzianki. Na ekranie [...] zaznaczone zostają dwa równorzędne, a zespolone ze sobą, plany akcji: strona Cześnika i strona Rejenta, we wspólnym starym zamczysku. Między nimi wyrasta na naszych oczach linia graniczna: to sławny mur, za który wymierzona będzie zemsta. Potem zaczyna się akcja. Ale nie ta akcja, jaką znamy z teatru. Oto wstaje ranek w zamku, dziewczęta i kobiety skubią kury, psy szczekają, snują się koty, słowem – rozpoczyna się to wszystko, co się składa na codzienną egzystencję zarówno bohaterów „Zemsty” fredrowskiej, jak całego ich otoczenia, ich, w ścisłym znaczeniu tego słowa, środowiska. Będziemy potem, w tym stosunkowo krótkim filmie, kilkakrotnie wracali do takich scen. Złożą się też one na finał. Lecz nie myślę, by chodziło tu tylko o zaspokojenie potrzeb filmowania „plenerowego”. Przypuszczam, że wiedzeni trafnym instynktem autorzy scenariusza i realizatorzy wpadli na pomysł ukazania niejako „peryferii” komedii  fredrowskiej, uzupełnienia własną wyobraźnią tego wszystkiego, co na scenie zmieścić się nie mogło i nie powinno, a co odpowiada klimatowi utworu. [...]
Ileż tu wątków zajmujących – myślę, że właśnie wątków filmowych – można by poprowadzić wokół „Zemsty” fredrowskiej. I jak piękną przysługę oddano by w ten sposób jeśli nie popularyzacji utworu – który takiego zabiegu nie potrzebuje – to pewnemu odświeżeniu naszych reakcji psychicznych. Na przykład o Klarze wiemy z samej komedii stosunkowo niewiele; mówi ona dużo uroczych i nie zawsze w teatrze docenianych rzeczy, niedocenianych może i dlatego, że niewiele o tej postaci wiemy szczegółów konkretnych. Cieszyłyby mnie więc filmowe sceny ukazujące Klarę w życiu codziennym zamku, niby „zjawisko w papilotach” z „Pana Tadeusza”. Autorzy scenariusza zdawali się zmierzać w tym kierunku, pokazali nawet Klarę w rozmowie z fraucymerem – ale jakby cofnęli się w pół drogi. [...] Zamiast tego wszystkiego wprowadzono większość scen z właściwej akcji „Zemsty”, dublując w ten sposób przedstawienie. I okazało się, że film, przy całym bogactwie swych środków technicznych, nie tylko nie wzbogaca ekspresji tych scen, ale je nawet w dużym stopniu zubaża.

Wojciech Natanson, Na temat sfilmowanej, „Teatr i Film", 1957, nr 8

zwiń zakładkę
ciekawostki
  • Dublerem Kondrata w dalekich planach był Józef Konieczny.

  • Dziedziniec zamku Cześnika wybudowano w Józefowie po Łodzią. Zdjęcia tam nakręcone zgrano później z fragmentami sfilmowanego zamku w Nidzicy.

  • Z 2600 wierszy pierwowzoru adaptatorzy wyrzucili 400.

  • W książce „Wajda. Portret mistrza w kilku odsłonach” Tadeusz Lubelski pisze: „Sam reżyser [Wajda] wspominał autoironicznie, jak w 1957 roku przygotowując się z dumą do premiery »Kanału«, nie mógł zrozumieć, że Antoni Bohdziewicz, jego profesor ze szkoły filmowej, może tracić czas na taką ramotę jak »Zemsta«. Minęło czterdzieści pięć lat i oto tę samą komedię realizował teraz sam Wajda. Zasłużyłem przez te lata – sugerował reżyser – żeby nakręcić teraz ten film dla przyjemności widowni, a już rzeczą obecnej polskiej kinematografii jest zapewnić, by wśród projektów młodych reżyserów znalazł się jakiś »Kanał«”.

  • Zdjęcia próbne do filmu przeprowadzono w styczniu 1955 roku. Początek zdjęć właściwych nastąpił w marcu 1955, a ostatni klaps na planie padł w grudniu 1955 roku.

  • Tadeusz Kondrat nie mówi w filmie swoim głosem. Dubbinguje go Włodzimierz Skoczylas.

  • Do roli Dyndalskiego kandydował Jan Ciecierski, do roli Wacława – Wieńczysław Gliński, a do Papkina – Kazimierz Opaliński.

zwiń zakładkę
plakaty i fotosy
zwiń zakładkę
zwiń zakładkę